Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

Menu główne:
  • 3+ Liczna Rodzina
  • belka
  • glf

Ćwierćfinały Belki rozpoczęte

Belka Weekendowymi „podwójnymi” ćwierćfinałami rozpoczęliśmy playoffy Belki w sezonie 2012/2013. Dwa dni i dwa zupełnie różne obrazy spotkań. Tak, jak w sobotę wiało nudą, w niedzielę w każdym spotkaniu coś się podziało.

Amigos w sobotę w bolesny sposób przekonali się, jak duża różnica poziomów dzieli czołówkę grupy silniejszej od tej słabszej. Bez Borysa Balona tylko w pierwszej połowie rudzianie potrafili znaleźć czasami drogę do kosza. W trzeciej kwarcie Manhattan zebra się w sobie i doszło do pogromu. Dobrze spotkanie zapamiętają na pewno Mateusz Pawlik oraz dominujący pod koszem Jarosław Urych.

Wydawało się, że po tak wyraźnym zwycięstwie drugi mecz będzie formalnością. Tymczasem Amigos zagrało nieporównywalnie lepiej i gdyby nie wyraźnie przegrana 2 kwarta mogłoby dojść do ciekawej końcówki. W ostatnim swoim spotkaniu w sezonie obowiązki rzucania wzięli na siebie Tomasz Cichoń i Jacek Cieślak. Po drugiej stronie popis dała dwójka Kręglicki – Pawlik.

O debiucie w playoffach zapomnieć chce zapewne WTF. Sobotnia konfrontacja z Machiną musi być niemiłym wspomnieniem. Zielony, Zarychta, Pełka i Kałuża robili przez większą część spotkania, co chcieli. Skończyło się na 41:82.

Ale już dzień później Machina zmuszona została do znacznie poważniejszego wysiłku. Choć trudno było się zmobilizować po tak wysokim zwycięstwie, konieczna była koncentracja do ostatnich sekund.  Jeszcze przed ostatnią kwartą na prowadzaniu był właśnie WTF, w którym dobre zawody rozgrywali Białdyga i Hirsz. Aby pokonać faworytów trzeba było jednak czegoś więcej. Zielony i spółka odjechali na bezpieczny dystans i są już w półfinale.

Zupełnie inne były również dwie konfrontacje Kegów z Seven. Najpierw  w sobotę Seven w żaden sposób nie potrafiło się wstrzelić. Katowiczanie grali bez werwy w obronie za co byli karceni przez Jakuba Modrzyńskiego i Dawida Lato. Zwłaszcza ten ostatni błysnął, totalnie dominując na desce.

W niedzielę na odwrót. Przygaszone Kegi totalnie nie potrafiły poradzić sobie z intensywna obroną Seven. Katowiczanie momentami przypominali charakterem gry zeszłoroczny Onyxclub. Cały czas podwajali, nacierali i bardzo dużo biegali. W ten sposób wymusili kilkanaście strat Kegów. Poza tym po pierwszej kwarcie wygranej 25:10 gra się już znacznie łatwiej. Przed decydującym spotkaniem można stwierdzić, że to para bez faworyta. 6 kwietnia w Seven pewnie nikogo nie zabraknie. Co do Kegów, to nigdy nic nie wiadomo.

Ot tak z Belką nie pożegna się Drozd. Pierwsze spotkanie ćwierćfinałowe w ich wykonaniu było zwyczajnie słabe. Teraz, choć znów nie zachwycili, potrafili bez Gąsiora i Majki pokonać pełne WGG z Krupą, Ćwikła i Bąłczyńskim. Chociażby to świadczy o potencjale tej ekipy. Za punkty odpowiedzialny był tak naprawdę duet Matysiak-Arboczius. Łącznie z 48 punktów zdobyli 41. Wszystko z półdystansu, dystansu i osobistych.  Wśród zabrzan zabrakło tego dnia pewnej ręki. Po tym, co pokazali i wiedząc na co ich stać, odrobinę więcej szans można dawać Drozdom. Znów kluczowy okaże się jednak kto pojawi się na ostatnim meczu.

więcej na: www.belka.bytom.pl

Przeszukaj serwis: