Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

Menu główne:
  • 3+ Liczna Rodzina
  • belka
  • glf

Faworyci wygrywają - podsumowanie półfinałów Belki

Belka Dwa spotkania kończące ćwierćfinały nie przyniosły spodziewanych emocji i walki na śmierć i życie. Z kolei w rozpoczętych w niedzielę półfinałach zwycięstwa odnieśli faworyci.

Składy wskazywały, że 3 konfrontacja Kegów z Seven powinna się upodobnić raczej do pierwszej, niż do drugiej – czyli rudzianie byli bez Stankali, ale za to z Modrzyńskim. Niestety ostatni mecz Kegów w Belce był jednocześnie ich najgorszym w całym sezonie. Nie funkcjonował ani atak, ani obrona. Poza drugą kwartą, gdy zaczynało się coś kleić, w pozostałych częściach spotkania wszystkie rzuty wyglądały na wymuszone z nieprzygotowanych pozycji. Jeszcze gorzej było na deskach. Dość powiedzieć, że Seven zebrało więcej w ataku niż rudzianie w obronie. Szkoda wielka, bo potencjał był bardzo duży, a kończy się podobnie, jak w zeszłym roku - typowym pogromem.
Co do Seven to szacunek jak najbardziej się należy. Od pierwszej do ostatniej minuty walczyli o zwycięstwo bez wymówek. Zagrali bardzo dobrze w defensywie, dzięki czemu liderom Kegów szybko obrzydła koszykówka. Podwajali, potrajali, robili wszystko, żeby uprzykrzyć życie. No i do tego wspomniane zbiórki.

Drozd wygrał wychodząc na parkiet. Nie potrafimy zrozumieć, jak po całym sezonie (nota bene bardzo udanym) drużyna, która wychodziła do playoffów z 3 miejsca, z bardzo mocnym składem, zwyczajnie nie przyjeżdża na najważniejszy mecz. Trójka „delegatów” z WGG też nie potrafiła tego wyjaśnić. W tej konfrontacji szanse rozkładały się 50/50 i, jakby nie potrzeć, była to najciekawsza para ćwierćfinałów.
 
Niedziela dla ekip Seven i Drozda nie była już tak szczęśliwa. Faworyci stanęli na wysokości zadania i odnieśli pierwsze zwycięstwa w półfinałach.

W pierwszym ze spotkań Machina, za sprawą trójek Mateusza Zarychty szybko zbudowała dziesięciopunktową przewagę. Później z każdą kolejną kwartą zdobywanie punktów przychodziło im coraz trudniej. Przewaga jednak nie topniała, bo i Drozd tego dnia nie imponował skutecznością. I to właśnie celność okazała się kluczowa. Drozd nie poległ na deskach, miał też więcej przechwytów i mniej strat. W ważnych momentach ważne punkty wpadały jednak przede wszystkim Przybyłowi i Kałuży. Innymi słowy Drozdowi zabrakło trochę punktów Michała Matysiaka, który w trakcie poprzednich finałów siał postrach w szeregach Machiny. Bytomianie z kolei udowodnili, że skład mają bardzo wyrównany i jest cała rzesza graczy, którzy mogą decydować o obliczu nawet tych najważniejszych spotkań.

Jeszcze większe problemy z gromadzeniem punktów miało Seven. Systematyczny był wyłącznie Wojtek Handwerker – zdobywca 17 z 40 punktów drużyny. Forsowanie rzutów przez pozostałych nie przynosiło wymiernych skutków. Manhattan natomiast grał swoje. Nie szło tak łatwo, jak poprzednio, ale też Seven nie wywarło na tyle poważnej presji, aby katowiczanie mogli się denerwować. W roli strzelców tradycyjnie wystąpiła dwójka rozgrywających – Kręglicki i Pawlik. No i najważniejsza sprawa. Manhattan zdominował Seven na desce podobnie, jak ci ostatnie Kegów dzień wcześniej (46-30). Przy 28% skuteczności i braku zbiórki, nie da się wygrać w półfinale.

więcej na www.belka.bytom.pl

Przeszukaj serwis: