Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

Menu główne:
  • 3+ Liczna Rodzina
  • belka
  • glf

Machina krok od mistrzostwa – podsumowanie pierwszych spotkań finałowych BeLKA

Belka Tak, jak się spodziewaliśmy, pierwsze spotkanie finału nie zawiodło. Obydwie ekipy prezentują się bardzo dobrze i nic tu nikomu nie przyjdzie łatwo. Szykuje się naprawdę ciekawe ukoronowanie długiego sezonu.

Spotkanie rozpoczęło się mocnym uderzeniem Manhattanu. Machina nie tyle została zaskoczona przez postawę całej drużyny rywali, co jednego zawodnika – Mateusza Pawlika. Szybki rozgrywający katowiczan potrzebował zaledwie kilku akcji, aby trafić 3 trójki i wykończyć wejście pod kosz. Po drugiej stronie najszybciej przebudził się Mateusz Zarychta, ale w pierwszej kwarcie przewagi nie udało się jeszcze odrobić. W drugiej kwarcie mocno zachwiana została równowaga sił, gdy już po 3 przewinieniu na ławkę powędrował Krzysztof Kręglicki. Obrona Machiny mocniej mogła skupić się Pawliku, w wyniku czego zdobywanie punktów zaczęło przychodzić Manhattanowi z coraz większym trudem. Z kolei bytomianie z każdą minutą powoli się rozkręcali i raz za razem znajdowali luki w mocnej obronie rywali. Pewności nabierał zwłaszcza Rafał Przybył, którego początkowo skutecznie krył Jarosław Urych. Punktów dostarczali też Łukasz Baszyński, Daniel Pełka i Rafał Buczma. Na przerwę Machina schodziła z 6-cio punktową przewagą.

Trzecia kwarta znów minimalnie na korzyść Machiny. Bardzo ciekawie zrobiło się jednak dopiero w ostatniej odsłonie. Po pierwsze wrócił „na dobre” Kęglicki, dwa razy przechwycił i zaczął rzucanie.  Po drugie, Manhattan zaczął biegać. W kontratakach o punkty było znacznie łatwiej i po kilku akcjach, w których na pierwszy plan wysunęli się Dawid Kinczewski, Adrian Klimasz i Jarosław Urych, katowiczanie doprowadzili do remisu 51:51.Machina forsowała niepotrzebne rzuty i kilkukrotnie popełniła niewymuszone błędy. Wzięcie czasu tym razem przyniosło jednak zmianę na lepsze i ostatnie 2 minuty należały już do bytomian. Bohaterem okazał się Mateusz Zarychta, która na 1,5 minuty do końca odpalił trójkę z faulem. Po celnym osobistym zrobiło się 57:51. Szybkie i mocno chaotyczne próby odrabiania start nie przyniosły wymiernych skutków i Manhattan poległ w pierwszym spotkaniu finału.

Rzut oka na statystyki wskazuje na pewną istotną przyczynę porażki Manhattanu. Otóż nie polegli na deskach, nie mieli też słabszej skuteczności z gry, a stracili niewiele piłek więcej. W grze nie ustępowali więc Machinie. Fatalnie natomiast wykonywali wolne. W tym elemencie popisali się dwukrotnie gorszą skutecznością i w ten sposób wypuścili kilka bardzo cennych punktów.

Spotkanie o 3 miejsce aż takiej dramaturgii nie posiadało. Co prawda Drozd w pewnym momencie się obudził i zaczął dochodzić, ale po chwili i kilku trójkach znów Seven odskoczyło. Wydaje się, że wyraźna wygrana katowiczan to właśnie efekt trójek łamanych przez świetne występy Wojtka Handwerkera i Adama Banasia. Pierwszy z nich wchodził w obronę Drozda jak w masło, drugi znakomicie zbierał na atakowanej tablicy. Drozd grał zaskakująco biernie w obronie. Później, gdy ciśnienie wyniku wzrastało, posypał się też atak. Trochę to zaczęło wyglądać, jak powtórka spotkania z Machiną. W takim stylu nie ma mowy o odrobieniu 22 punktów straty w drugim spotkaniu. Mimo wszystko wydaje mi się jednak, że warto pokusić się o zwycięstwo na zakończenie niezbyt udanych playoffów.  Seven jest już jedną nogą na najniższym stopniu podium. Przyznać należy, że im się to należało.

Finały powracają 11 maja. Wtedy też rozstrzygną się losy 3 miejsca, a w przypadku drugiej wygranej Machiny, również 1. Jeśli natomiast zwycięży Manhattan decydujący mecz w tej parze odbędzie się dzień później – w niedzielę 12 maja.

więcej: www.belka.bytom.pl

Przeszukaj serwis: